Wspomnienia o Gurujim

Wspomnienie o BKS Iyengarze

Wspomnienie Tomasza Jamroziaka

Najbardziej zadziwiające w Iyengarze było to, że był człowiekiem. Kiedy go poznałem, miałem 24 lata, on - 81. Był znacznie młodszy niż ja i zacznie wyższy ode mnie, chociaż zdjęcia i metryki mówią, że było odwrotnie. Kiedy rozmawiałem z nim ostatni raz, miał 95lat. Zmarł mając 96 lat, 20 sierpnia 2014 roku. Minął rok i jeszcze nie umiem się pogodzić z jego odejściem.

 

Guruji – moje wspomnienia

Autor Katarzyna Pilorz, prezes Stowarzyszenia Jogi Iyengara w Polsce

2006

To by mój pierwszy raz w RIMYI w Punie. Guruji  zwykle praktykował w czasie, kiedy sala otwarta była dla praktyki własnej uczniów. Zdarzyło mi się zauważyć, jak kilkakrotnie, kiedy wchodziłam na salę albo na zajęcia poranne,  gwałtownie zwracał głowę w moją stronę. Asystowałam na zajęciach terapeutycznych, a że był to wrzesień i większość studentów z Zachodu wyjechała – miałam kilku pacjentów, którymi się zajmowałam. Pacjenci zaś widząc moje zaangażowanie domagali się pomocy ponad to, co było konieczne. W jednej takiej sytuacji Guruji zainterweniował i ostro postawił granice. Nie obyło się bez podniesionego tonu głosu i groźnych gestów. Było to dla mnie wtedy o tyle zaskakujące, że spodziewałam się raczej, że to ja otrzymam reprymendę, jako mało doświadczony asystent. Guruji jednak był w swojej reakcji sprawiedliwy.

 

Moje spotkanie z Guruji B. K. S. Iyengarem

Autor Ewa Wardzała

Kiedy zaczynałam praktykować jogę, Iyengar był dla mnie postacią odległą i nieosiągalną. Nauczyciele, u których praktykowałam wspominali o jego charyzmie, powoływali się na jego autorytet, polecali jego książki.

Nie przypuszczałam, że kiedyś będę miała okazję go spotkać, o praktyce pod jego okiem nie wspominając. Kiedy więc pierwszy raz przyjechałam do Instytutu w Punie, nie mogłam uwierzyć, że oto siedzi tam,  w fotelu, drobny, siwy człowiek, z wielkimi, krzaczastymi brwiami (zdradzającymi jego charyzmatyczną i porywczą naturę) i żywo z kimś dyskutuje. Nie mogłam uwierzyć, że to ten wielki człowiek, tak po prostu przechadza się po Instytucie, pojawia się na sali i praktykuje z nami. Czułam przed nim tak wielki respekt, że bałam się podejść bliżej, bałam się spojrzeć mu w oczy i po prostu skłonić się do jego stóp w geście wdzięczności i podziękowania za tyle dobra, które niesie ludziom poprzez swoją naukę.

 

Wspomnienia Ałły Jaguckiej

Autor Ałła Jagucka

Miałam niezwykłe szczęście spotkać  Guruji Iyengara, uczącego na kursie dla początkujących w Rishikesh. Pierwszy raz pojechałam do Indii w 1992 r. W Delhi na lotnisku spotkał mnie  Jurek, który będąc w Punie, dowiedział się, że Guruji jedzie do Rishikesh prowadzić tygodniowy kurs.

Wielki namiot, zamiast podłogi dywany, o wschodzie  słońca przed 7 rano zimno. Wchodzi Guruji. Nie zapomnę nigdy tego uczucia całkowitego zaufania, które mnie ogarnęło jak Go zobaczyłam. Bez żadnych wątpliwości poczułam, że On WIE. Pokłon do stóp, bez  oporu.

To był mój początek na ścieżce jogi, niewiele rozumiałam o czym mówi, nie rozumiałam dobrze jego angielskiego i zaawansowanych instrukcji . W Polsce chodziły pogłoski, że Iyengar jest wymagający i ostry, że krzyczy, to dodawało iskry strachu, trzymało mnie na dystans.

 

Wspomnienia Konrada Kocota

Autor Konrad Kocot

Pierwszy raz spotkałem Gurudżiego jesienią 1988 roku, podczas mojego pobytu w Instytucie. Przebywałem tam już od paru miesięcy uczęszczając na zajęcia z Gitą i Praszantem. Widywałem Go codziennie podczas zajęć i praktyki, ale poza wymianą kilku zdań nie miałem z nim bliższego kontaktu. Zresztą  Gurudżi był srogi i niedostępny- tak przynajmniej wtedy mi się wydawało. Aż pewnego dnia (było to po wypadku Praszanta) Gurudżi przejął jego klasy.
I zaczęło się moje spotkanie z Guru.

 

Strona 1 z 2

«pierwszapoprzednia12następnaostatnia»
webmaster